Kuchnia wegańska część 3- chińszczyzna po myśliwsku

Kuchnia wegańska część 3- chińszczyzna po myśliwsku

Po kilku miesiącach domowych niedomówień i zaciskania pasa kupiłem sobie kniejówkę. Parę tygodni fochów i wypominania kolejnego żelastwa było warte włoskiej finezji i bądź co bądź klasyki łowiectwa, tym bardziej w konfiguracji 20/8x57JRS. Sezon polowań zbiorowych rozpoczynałem od Hubertusa Węgrowskiego, tak więc była okazja przetestować nowy nabytek.  

Budżetowy kolimator

Do polowania zostało dwa dni, tak więc wypadało wcześniej sprawdzić broń na strzelnicy. W międzyczasie kolega podarował mi nowy kolimator mniej znanej marki. Kraj produkcji nie pozostawiał żadnych wątpliwości, nie mniej nie musi to być wyznacznik jakości, a celownik nieużywany spoczywał w pudełku. Stwierdziłem, że spróbuje go zamontować na kniejówce, tym bardziej że rozmiar montażu pasował do mojej szyny. Nie był to sprzęt najwyższych lotów. Dokręciłem solidnie kluczem, ponieważ nie miał kołka stopującego. Ustawiłem wstępnie laserem na 25m i poddałem go ostatecznym testom na strzelnicy. Stwierdziłem, że kilka strzałów z ósemki powinny zweryfikować wytrzymałość celownika, a dodatkowo strzeliłem kontrolnie kulą z gładkiej, żeby sprawdzić z ciekawości justowanie luf. 

Po kilku strzałach broń była przystrzelana, a chiński wynalazek wciąż świecił, chociaż przestawianie położenia kropki było trochę dziwne. Niby działało bez problemu, ale kropka troszkę tańczyła przy regulacji. Montaż o dziwo się trzymał stabilnie, chociaż co do niego miałem największe wątpliwości. Pełen optymizmu wyruszyłem więc w sobotę na długo wyczekiwaną zbiorówkę. 

Hubertus Węgrowski

To jedna z fajniejszych imprez myśliwskich w Polsce. Poza uroczystą oprawą koła łowieckie organizujące zbiorówki na swoich obwodach stają na rzęsach, aby wybrać najlepsze łowiska dla przybyłych gości. Tym razem było nie inaczej, a dodatkowo Św. Hubert podarował super pogodę. Pierwsze dwa pędzenia bez rezultatów, ale w miocie był komplet zwierzyny od lisów po jelenie. W kolejnym pędzeniu mieliśmy mieć pewne dziki.  

Wąski pasek grubego lasu pomiędzy polami, a bagnami. Naganka dopiero ruszyła, więc wystarczyło cierpliwie czekać na rozwój wydarzeń. Po chwili słychać było charakterystyczne dźwięki łamanych gałęzi, które zbliżały się do mojego stanowiska. Szybko zmieniłem śrut na kulę w gładkiej lufie, żeby mieć czym ewentualnie poprawić. Na grubym lesie wysypały się dwa przelatki idealnie do boku. Łapie kropkę na drugiego, ponieważ był mniejszy. Odległość była nie większa niż 20 metrów. Powoli ściągam spust… Pada strzał, który kompletnie na dziku nie zrobił wrażenia. Trochę zdziwiony nie odpuszczam broni od oka i próbuje poprawić gładką lufą, jednak nic nie wiedzę. Kropka w kolimatorze zniknęła i do końca dnia już więcej nie zaświeciła… Można obstawiać przyczynę pudła, ponieważ celownik nie tylko miał problem z paralaksą, ale również z mechaniką.

Budżetowa gorycz porażki

Po skończonym pędzeniu poszedłem sprawdzić zestrzał. Czyste pudło, a dodatkowo potwierdziły to później tropy kilka oddziałów dalej. Budżetowy celownik postanowił skończyć swój żywot w kniei, jednak jeszcze elektroniczne truchło postanowiło mi do końca zepsuć polowanie. Próbowałem go odkręcić i polować z otwartymi przyrządami, jednak gniazdo tandetnej śruby się wyrobiło i nie szło badziewia odkręcić… Miałem więc piękną, koszerną broń pozbawioną przyrządów celowniczych. Do końca polowania modliłem się już tylko o to, aby nic na mnie nie wyszło, bo musiałbym udawać, że odwracać wzrok 🙂 Św. Hubert zlitował się i nic już więcej obok mnie nie przeszło… 

Standardowo poniżej przepis dla myśliwych, którym ostatnio bór nie darzył, lub zainwestowali w budżetowy sprzęt celowniczy.

Carpaccio z buraka

Ze specjalną dedykacją dla weganki Joasi, która jest wiernym czytelnikiem gunslaba 🙂 

przepis na carpacio z buraka
Składniki:
3-4 buraki, rukola, ser feta lub tofu, oliwa z oliwek, pieprz, pestki dyni i słonecznika, ocet balsamiczny

Buraki obieramy i pieczemy zawinięte w folii około 1,5 h. Kroimy na cienkie plasterki i układamy na talerzu. Ser kroimy w drobną kostkę i kładziemy na burakach. Chwilę prażymy pestki dyni i słonecznika na oliwie na wolnym ogniu (nie może dymić). Czekamy aż olej nieco ostygnie i dolewamy 2-3 łyżki octu balsamicznego. Polewamy sosem z pestkami. Zajadamy się i udajemy, że to carpaccio z jelenia 😉

Polub artykuł

Michał Budzyński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *